
Psychoterapia nie jest tym, czym myślisz, że jest
James Bugental
Prolog
Psychoterapia nie jest tym, czym myślisz, że jest. Nie jest uleczaniem choroby. Nie jest poradą mądrego doradcy. Nie jest wspólnym posiadaniem wspaniałych przyjaciół. Nie jest szkołą wiedzy ezoterycznej. Nie jest pokazywaniem czyichś błędów. Nie jest odnajdywaniem nowej religii. Psychoterapia nie jest tym, czym myślisz. Psychoterapia nie jest tym, czym ci się wydaje. Zaskakuje wielu ludzi, bo nie chodzi w niej przede wszystkim o twoje dzieciństwo... ani o to, co cię zraniło, czy spowodowało traumatyczny uraz... ani o zarazki w twoim ciele... ani o przyjęte przez ciebie, destruktywne formy zachowań... ani o twoje złe nastawienie... Psychoterapia nie jest tym, co myślisz. Jest o tym, jak myślisz...
Przywiązuje wagę do nierozpoznanych przedzałożeń w twoim myśleniu. Rozróżnia to, o czym myślisz, od tego w jaki sposób o tym myślisz. Mniej koncentruje się na poszukiwaniu przyczyn wyjaśniających to, co robisz, a bardziej na odkrywaniu reguł nadawania znaczeń temu, co robisz. W psychoterapii chodzi o to, jak myślisz. O to, jak żyjesz ze swoimi emocjami. O perspektywy, które wnosisz w relacje z ważnymi dla ciebie osobami. Chodzi w niej o to, do czego aspirujesz w swoim życiu i jak nieświadomie utrudniasz sobie dojście do wyznaczonych celów.
Czytaj całość
Chodzi w niej o pomoc w zrozumieniu, że zmiana, której poszukujesz, jest już w tobie ukryta. O to, by rozpoznać i docenić iskrę wieczności, która mieści się w twoim rdzeniu. Psychoterapia nie jest tym, co myślisz; jest tym, jak ze sobą żyjesz w tej właśnie chwili.
Powrót na górę
Podsumowanie orientacji skoncentrowanej na doświadczaniu
„Psychoterapia odświeża widzenie naszego życia”... Jako że zbliżamy się już do końca prezentacji, właściwym będzie zrobienie kilku kroków wstecz po to, byśmy mogli zobaczyć, co jest przedmiotem naszych badań w szerszej perspektywie. Gdy to uczynimy, dojdziemy do punktu, w którym stwierdzimy: życie to doświadczenie percepcyjne. To, jak „widzimy”czy też definiujemy naturę własną oraz świata, w którym się znajdujemy, jest wyjątkowo ważną częścią determinującą to, co życie oznacza dla nas, i dla tych, którzy dzielą z nami tę jego epokę.
Każdy z nas musi wykreować i przeżyć życie. To właśnie jest szansa, konieczność i wyzwanie, jakie niesie ono ze sobą. Ostatecznie jest to indywidualna odpowiedzialność – nawet jeśli mogłoby wydawać się inaczej.
Wiele wpływów naciska na nas byśmy wyparli się jej lub przynajmniej na coś lub kogoś ją przenieśli. Zdanie sobie sprawy z tej ostatecznej odpowiedzialności za samego siebie czasami jest mylnie rozumiane jako absurdalny „Pollyannizm” obiecujący, że każdy może osiągnąć czego tylko zapragnie jeśli odpowiednio się do tego nastawi. Oczywiście nic z tego nie jest rozsądne ani prezentowane w naszym stanowisku. Oczywistym i nieodpartym faktem jest, że żyjemy w złożonej rzeczywistości, która głęboko wpływa na to, czego doświadczamy i na jakie możliwości i przeszkody napotykamy ponosząc tę podstawową odpowiedzialność za nasze życie. Na drogi naszego życia wpływa to, gdzie się urodziliśmy, jaka jest nasza płeć, czy jesteśmy zdrowi czy niedomagamy, czy jesteśmy inteligentni, czy nasz potencjał jest ograniczony, w jakiej rodzinie, społeczeństwie i czasach żyjemy. Jednak zarówno każdy z tych czynników, jak i wiele innych, których nieraz jesteśmy tylko częściowo świadomi, otwiera się stanowiąc dalsze możliwości. Wiele jest przykładów w literaturze, zarówno popularnej jak i specjalistycznej, osób, które przezwyciężyły złe warunki środowiskowe i niewyrównane szanse, aby żyć bogato i pełnie. Historie tego typu często mówią o tym, jak wyjątkowe, wrodzone talenty zostały wzniecone i przyniosły wyjątkowe rezultaty. Naiwne byłyby próby dyskwalifikowania wszystkich tego typu okoliczności i sprowadzenie ich po prostu do produktów dowolnej kombinacji genów. Istotnie, jest wielkie prawdopodobieństwo, że te wyjątkowe talenty w pewnej mierze były produktem ludzkiej woli, skoro obdarzeni nimi byli właśnie ci, „ubodzy”.
Szczerze mówiąc, większość z nas, jeśli tylko trzeźwo przyjrzy się swojej własnej historii, prawdopodobnie odkryje sytuacje, w których nie udało mu się efektywnie wykorzystać swoich umiejętności, a kiedy indziej znów – że zdołał wyjść bardzo daleko poza swoje zwykłe życiowe przyzwyczajenia.
Popularne przysłowie głosi, że „jeśli życie daje ci cytrynę – zrób lemoniadę”. Jednak pod żadnym pozorem opowieść ta nie daje nam gwarancji życia szczęśliwego-jak-nigdy-dotąd.
Zwyczajnie nie znamy historii niezliczonych kobiet i mężczyzn o wspaniałym potencjale, którzy zostali obdarzeni pomyślnymi okolicznościami, a nigdy nie wykorzystali swoich możliwości. Nasza praca, jak pokazujemy to w tej książce, polega na zaangażowaniu się w sposób, w jaki klient radzi sobie ze swoim życiem. Innymi słowy z tymi modelami zachowań, poprzez które poszukuje bezpieczenstwa i spełnienia w relacjach. „Angażuje się”, a nie dowiaduje się o nich. „Zaangażowanie” oznacza bardziej doświadczeniowy proces. To z kolei oznacza, że terapeuta nie może pozostawać zdystansowanym obserwatorem, ale powinien żywo doświadczać tego, jak pacjent radzi sobie z życiem. Te sposoby radzenia sobie konstytuują ukrytą koncepcję jego własnej natury, jego umiejętności, czułe miejsca i wszystko to, co jest skrycie zawarte w jego sposobie przeżywania własnego istnienia i wykorzystywania swoich umiejętności w życiu, n.p. konstrukt siebie i świata klienta a także jego struktura radzenia sobie z możliwościami, zagrożeniami, środkami i.t.p.
Sytuacja ta powstaje za sprawą wiedzy, że jaźń jest zawsze definiowana w oparciu o jej interakcje z otaczającym ją światem, a świat jest zawsze postrzegany w oparciu o potencjalne lub aktualne wpływy na nią. Należy jasno zaznaczyć kolejny aspekt tej koncepcji: mówimy tu o spostrzeżeniach dotyczących tego, jak odbierana jest jaźń i jej cechy oraz świat i jego różnorodne aspekty. Oczywiście odbiór ten nie oznacza tutaj tylko odbioru wizualnego czy też w ogóle zmysłowego jako niezależnych bytów.
Chociaż elementy postrzeżeń zmysłowych mogą nieraz mieć dla nas ogromne znaczenie, zawsze posiadają je w szerszych kontekstach. Żyjemy w świecie postrzeżeniowym, to znaczy w świecie, który odkrywają nasze spostrzeżenia. Gdy doświadczamy naszego życia, tworzymy postrzeżenia dotyczące jego elementów i aspektów. One z kolei stają się de facto definicjami i - błędnie lub poprawnie - w dużym stopniu determinują sposób w jaki odnosimy się do tego, co nazywają.
Czy świat jest bezpiecznym miejscem? Czy kobieta poradzi sobie z tym problemem tak samo jak mężczyzna? Jak ten autorytet w sztuce odniesie się do moich obrazów? Czy muszę w pracy porywać się na wielkie zadania by dostać awans, czy wystarczy, że będę prawidłowo wykonywał moją pracę?
Powrót na górę
Wszechobecność śmierci
Życie jest chorobą o stuprocentowej śmiertelności. Odbywa się ono pomiędzy marginesami narodzin i śmierci. Ta nad wyraz nieunikniona rzeczywistość subtelnie lub otwarcie wpływa na wiele z tego, co robimy i mówimy. We wczesnych latach życia skrycie zakładamy własną nieśmiertelność, lecz nawet wtedy od czasu do czasu pada na nas cień śmierci. Gdy rośniemy, to ostrzeżenie staje się coraz częstsze i bardziej ponaglające.
Śmierć towarzyszy życiu na codzień– w każdym jego momencie. Nie jest to wydarzenie, które stanie się faktem kiedyś, w przyszłości; jest to aktualność w istniejąca w każdym możliwym teraz. Każdy moment życia żeruje na martwym ciele poprzedniej chwili. Mój dzisiejszy kochanek umiera w jutrzejszym pocałunku. Rozpoznanie tego, antycypacja, bojaźliwe wyczekiwanie, pamięć i żal są tu na miejscu, jeśli tylko nie przysłaniają tego, co jest w obecnym tu i teraz. Sam fakt końca może dodać żywotności temu, co dzieje się w chwili obecnej, temu, co jest w jakiś sposób dostępne i co prędzej sprowokuje do działania niż do jego zaniechania. Psychoterapeuci muszą być świadomi - i pomagać być świadomym swoim klientom - że opór przed życiem jest próbą zahamowania śmierci możliwości. Dokładna świadomość tego nieuniknionego faktu może skłonić do życia w ramach tego, co natychmiastowo możliwe i uniknąć braku działania. Poszukiwanie jest siłą życia (chi), będącą swoją własną naturą. Klasyfikacje przypadków mogą bardzo łatwo stać się motylami przygwożdżonymi pinezkami w wystawowych ramkach.
Powrót na górę
Psychoterapia i zmiana
Czas scalić główne elementy tego, co nazywam egzystencjalno-humanistyczną perspektywą psyhoterapii zmieniającej życie. Inni psychoterapeuci nie będą, oczywiście, zgadzać się ze mną w każdym miejscu-i tak być powinno.
Mówimy o psychoterapii jak o rodzaju sztuki, a sztuka – z właściwej sobie natury – nie może w całości zostać uchwycona przez jednego artystę. Dlatego każdy z konieczności musi wyprodukować własne dzieło i żadne wyjaśnienia nie mogą anulować tej odpowiedzialności.
Zaczniemy od głównego twierdzenia perspektywy egzystencjalno-humanistycznej: istotowo i na podstawie doświadczenia stwierdzamy, że życie jest subiektywną świadomością. Bez niej nie jesteśmy tak naprawdę żywi. Czynniki, które każą nam zgłaszać się na terapię (np. lęk, kontrola impulsów, poczucie bezsensu w życiu, trudności w relacjach) mogą – z niemałą przydatnością – być określone jako zmniejszone i zakłócone sposoby bycia świadomym, to znaczy-bycia żywym.
Rodzaj i głębokość naszej świadomości konstytuują systemy naszych systemów konstruktów siebie-i-świata. Gdy system ten okazuje się zbyt ograniczający lub zbyt słabo odpowiadający ustalonemu obrazowi świata, doświadczamy bólu, lęku, beznadziejności lub innych symptomów, które mogą spowodować, że zgłosimy się na psychoterapię. Zadaniem psychoterapii jest więc zbadanie konstruktu świata-i-siebie, jaki zbudował klient a następnie ułatwienie mu zmiany tego konstruktu. System ten, to sposób klienta na przetrwanie, poszukiwanie spełnienia i unikanie krzywdy; jednocześnie jest to ten sam system, który musi zostać poddany badaniu, a w którym zmiany zachodzą głównie w trakcie pracy terapeutycznej.
Zrozumiałe jest więc, że praca w terapii w sposób nieunikniony natrafia na opór ze strony bycia-w-świecie klienta (np. sam ten system konstruktów świata-i-siebie). Dlatego właśnie psychoterapia musi zachęcać i wspierać konfrontacje z negatywnymi skutkami tego systemu jednocześnie podtrzymując jego pozytywne dla życia klienta efekty.
Dwa podstawowe sposoby, na jakie działa proces terapeutyczny, to a) intensywna uwaga skierowana na aktualne sposoby, na jakie klient eksploruje i utylizuje swoje własne możliwości ukazywane przez niego w gabinecie oraz b) prowadzenie klienta ku poprawie umiejętności i zwiększeniu zakresu samopoznania w celu lepszego zrozumienia jej/jego systemu konstruktów siebie-i-świata.
Zadania te są przeprowadzane najlepiej w warunkach wzajemnego szacunku i oddania. To podejście do pracy terapeutycznej może być nazwane poradnictwem życiowym i jako takie zostać skontrastowane z pojęciami psychoterapii jako gojenia ran czy leczenia chorób. Poradnictwo zmierza do wzmacniania pozytywnych umiejętnosci życiowych klienta bardziej niż do skupiania się na aspektach negatywnych.
Od czasów Freuda rządzi nami mit historycznego determinizmu. Ten milcząco zakładany nacisk na próby dowiadywania się, co stało się w przeszłości, doprowadził nas do dzisiejszego podejścia skierowanego na informacje.
Tak często w naszej pracy terapeutycznej zostajemy złapani w pułapkę zbierania i trwonienia informacji na temat klienta. Chodzi o informacje dotyczące np. jego historii, aktualnie nękających go spraw, jego związków, i oczekiwań względem terapii. Nasi klienci szybko łapią się w tę samą pułapkę procesu informacji na temat. Jednak wszystkie te informacje są wyabstrahowane z biegu czasu, np. biegu życia. Jedynym prawdziwie aktualnym elementem jest proces dziejący się w aktualnej chwili, jednak klient i terapeuta muszą porzucić to, co chwilowe i skupić się na tym, co oddalone w czasie. Większego wysiłku od terapeuty wymaga skupienie uwagi na tym, co jest tak na prawdę aktualne. Oznacza to subiektywne doświadczenia klienta w danej chwili. Oznacza (zgodnie z wizją Hilmana) porzucenie postawy poszukiwania przyczyn. Oznacza unaocznianie klientowi jego/jej natychmiastowego doświadczenia. Nie odrzucam pojęcia zasobów historycznych jako znaczących dla naszego życia, twierdzę, że historia wyposaża nas w system nawyków, które mogą być przydatne (mowa, stosunki społeczne i wiele innych), jednak porównywalne do ruchów mięśni-dostępne, powtarzalne, wciąż ewoluujące, nie całkiem świadome i tylko częściowo wolitywne. Mogę i nieraz muszę czasem zaadoptować lub użyć pewnych nawyków by napisać te słowa, prowadzić samochód, wykonać większość fizycznych czynności, których wymaga codzienne życie. Mogę zmienić i wykorzystać konstrukcje emocjonalne jeśli jestem ich świadomy w momencie ich aktywacji. Jednak o wielu moich emocjonalnych nawykach wiem tylko częściowo i już po ich aktywacji. Dotyczy to np. informacji o mnie i informacji tym, czym jest przeszłość.
Nawyk emocjonalny to zbiór predyspozycji, którymi reaguję w ustalony sposób na określone sytuacje. Mówię tutaj, że celowe zidentyfikowanie tego, co jest aktywowane, ale niezauważone, wprowadza nowy element do wewnętrznego sterowania. Gdy zostanie to wykonane, wprowadzona w ruch zostaje zmiana, która może mieć dalekosiężne skutki.
Powrót na górę
Czym jest poradnictwo życiowe
Poradnictwo życiowe jest odmianą psychoterapii. Jest, jak wskazuje nazwa (life-coaching), połączeniem pomysłów i praktyk, poprzez które odpowiednio przeszkolona i oddana osoba może zapewnić sprzyjająca i odnawiającą perspektywę dla kogoś innego. Odbiorca tej pomocy może być nazywany „klientem” lub „pacjentem”, ale ważne jest tu podkreślenie ważności własnej odpowiedzialności i samokierowania tej osoby. Dla tej koncepcji jest sprawą centralną przekonanie, że wiele, a prawdopodobnie większość, jeśli nie całe cierpienie, które przywodzi ludzi na psychoterapię jest wynikiem niesprawnych i nieproduktywnych założeń życiowych i wyrastających z nich modeli zachowań. Równie centralnym założeniem jest fakt, że doznanie ulgi lub wyzdrowienie z jego bólu jest możliwe tylko dzięki odnalezieniu świeżych perspektyw dotyczących życia-jego założeń, modeli zachowania i konfliktów wewnętrznych.
Powrót na górę
Refleksje o naszej pracy
1. Osoby, w których sprawy jesteśmy zaangażowani przeżywają spędzony z nami czas. Wnoszą to-z-czego-są-niezadowoleni. Przeżywają to w naszych gabinetach.
2. Nie jesteśmy lekarzami, osobami naprawiającymi, czy substytutami, które mają poprowadzić czyjeś życie.
3. Jesteśmy doradcami dla tych, którzy nie są usatysfakcjonowani doświadczaniem życia.
4. Jedyną instancją długotrwałej zmiany jest zmiana w postrzeganiu siebie i świata.
5. Zmiana ta może nastąpić tylko jeśli pomożemy klientom zobaczyć w sposób bardziej pełny, w jaki sposób przeżywają swoje życie w tej właśnie chwili, w gabinecie.
6. Jedyna prawdziwa rzeczywistość dotycząca danej osoby istnieje w tym właśnie, aktualnym momencie. Cała reszta jest statyczna, pozbawiona mocy, jest tylko informacją.
7. Rozpoznanie, wgląd, interpretacja, i im podobne, pochodne produkty terapeutyczne, są często mylnie brane za cel. Są one przydatne tylko w zakresie, w jakim pobudzają lub wyrażają aktualne doświadczanie.
Powrót na górę
Podstawowy dramat terapii głębinowej
Zarysuję teraz, w bardzo uproszczonych terminach, to, jak jest postrzegany w tej orientacji kluczowy proces. Pozwoli nam to zrewidować główne terminy. Pozwoli to także, jak sądzę, rozwinąć bardziej energetyczne i dynamiczne podejście od tego, które nazywam (nieco stronniczo) podejściem „książkowego kryminału”, np. te podejścia, w których uwaga jest skierowana głównie na poszukiwanie związków przyczynowo-skutkowych w elementach historii pacjenta i jego skargach w celu późniejszego ukazania ich pacjentowi w nadziei, że jego kłopoty zostaną wyeliminowane lub przynajmniej znacznie zmniejszone. Głównym dramatem psychoterapii głębinowej jest walka pomiędzy dwiema przeciwstawnymi siłami. Z jednej strony mamy tutaj poczucie prawdopodobieństwa w kombinacji z poczuciem troski. To one popychają nas do działania w każdym aspekcie życia. Z drugiej strony te pozytywne impulsy napotykają na inne subiektywne elementy w formie sił lub struktur poszukujących kontynuacji i przewidywalności. Te drugie, mogą być zebrane w pojęciu oporu. Jeśli przyjrzymy się im dokładniej, okaże się jasne, że są one głównie ekspresją naszego konstruktu świata-i-siebie – sposobami, na jakie definiujemy swoją własną naturę i naturę otaczającego nasz świata. Naturalnie zagrożenia tych definicji odczytujemy jako zamach na własne życie. Wynika z tego, że przeżywamy nasze życia na poziomie percepcji. To, jak widzimy świat, nasze potrzeby, umiejętności i potencjał, jest kluczem do naszego życia. Oznacza to, że psychoterapia musi zajmować się percepcjami. I oczywiście, zadanie to nie powinno być ściśle ograniczone do percepcji świadomych i zwerbalizowanych.
Praca terapeutyczna opisana w tej książce zmierza do skrupulatnego skupienia się na wbudowanych percepcjach manifestowanych w danym momencie. Stwierdzenie „w danym momencie” ma wielką ważność. Nie będzie przesadą twierdzenie, że dany moment jest jedyną rzeczywistością jaką posiadamy.
Moment, w którym piszę te słowa i ten, w którym je czytasz. Nawet rozmawiając wspólnie w tym samym pomieszczeniu, nie dzielimy dokładnie tego samego „danego momentu” z powodu różnorodnych i innych historii, które wnosimy do tego spotkania. Kolejną implikacją tej wiedzy jest to, że gdy klient opowiada o swoim doświadczeniu, jest to zawsze doświadczenie różne od tego, jakim było, kiedy miało miejsce. Meritum perspektywy, którą przedstawiam mieści się w odniesieniach do „teraźniejszego”. To, co jest teraźniejsze jest tym, co dzieje się w danym momencie; dlatego uwaga i wysiłek terapeutyczny musi być skierowany na obecne teraz.
Powrót na górę
Prawie ostateczny wniosek
Książka ta miała na celu podsumowanie mojego sposobu myślenia i doświadczania psychoterapii na początku 1998 roku, Trochę się zdezaktualizowała. Dzięki Bogu! Psychoterapia zajmuje się życiem. To znaczy, że skupia się na tym, co się dzieje, co sie zmienia i ewoluuje, co dopiero będzie odkryte.
Książka jest znacznie bardziej statyczna niż prawdziwa, witalna psychoterapia. Gdy staram się uchwycić nowe postrzeżenie, ono już znika przede mną. Tak się dzieje w życiu. Tak się dzieje w sferze myślenia o życiu. Dlatego tak też dzieje się w psychoterapii. Zawsze – i tak być powinno – jesteśmy w biegu, by tylko nadążyć.
Państwo wybaczą mi teraz. Muszę się spieszyć, by dowiedzieć się, co będzie dalej...
Powrót na górę
Życie nie jest tym, czym myślisz, że jest
Życie nie jest tym czym myślisz, że jest.
Czy żółtko wie o kształcie skorupki?
Czy spieniony bałwan zna potęgę fali?
Życie nie jest tym, czym myślisz.
Życie trwa... teraz.
Życie gna, nawet gdy piszę,
a ty czytasz.
Życie jest doświadczaniem, ale nie doświadczeniem.
Życie nie jest przyszłością, przeszłością, ani nawet teraz.
Bo nawet to teraz przeminęło. Teraz - przeszłość.
Życie nie jest tym, czym myślisz.
Życie nie jest tym, co będzie w przyszłości
Bo gdy ta przyszłość nadejdzie,
będzie teraźniejszością, a nie tym, co przewidzieliśmy.
Życie jest czym jest, póki nie stanie się tym, czym było.
Życie nie jest tym czym myślisz... lub ja myślę...
Lub czymkolwiek mogłoby być.
Życie jest.
Copyright © 2001 Psychotherapy.net. All rights reserved.
James F.T. Bugental, PhD (1915-2008) był głównym rzecznikiem psychoterapii egzystencjalno-humanistycznej, odkąd opublikował przełomową książkę The Search for Authenticity. Czerpał z klasyków takich jak: Psychotherapy and Process, The Art of the Psychotherapist, i Psychotherapy Isn't What You Think. Zdobywca wielu nagród i przykład dla tysięcy psychoterapeutów, pozostawił po sobie trwały i niepodważalny wkład w dziedzinę psychoterapii.





Zapraszamy do wyrażenia swojej
Gwarancja jakości
Pomoc
Koszyk
Mapa strony
Podziel się
Strona główna
Become a Fan on Facebook
Follow Us on Twitter
Jesteśmy oficjalnym i wyłącznym dystrybutorem filmów Psychotherapy.Net
Zadzwoń: 515-972-624