Share  

Wywiad z Donaldem Meichenbaumem, PhD

Wywiad z Donaldem Meichenbaumem, PhD

Victor Yalom

Donald Meichenbaum opowiada o leczeniu traum oraz zaburzeń PTSD oraz opowiada o swojej drodze psychoterapeuty.
Powrót na górę

Wywiad

Victor Yalom: Dziękuję za dzisiejsze spotkanie, doktorze Meichenbaum.
Donald Meichenbaum: To dla mnie prawdziwa przyjemność.
Czytaj całość
VY: Bardzo jestem ciekaw, co spowodowało, że zajął się Pan psychologią kliniczną.
DM: Karierę licencjacką rozpocząłem na Miejskim College w Nowym Jorku, po czym przeniosłem się na Uniwersytet stanowy Illinois w Champaign, gdzie zrobiłem profesurę w zakresie psychologii klinicznej. Rozpocząłem od razu prowadzenie kursów podyplomowych jako psycholog ogólny, a także zostałem zatrudniony jako asystent biorący udział w badaniach prowadzonych na grupie pacjentów z lokalnego szpitala psychiatrycznego dla weteranów wojennych. Pacjenci zafascynowali mnie i dlatego postanowiłem zostać psychologiem klinicznym.
VY: Dlaczego w ogóle psychologia?
DM: Dorastałem w Nowym Jorku, gdzie każdy w naturalny sposób staje się obserwatorem ludzkości. Zawsze fascynowały mnie próby zrozumienia ludzkich zachowań. Już jako nastolatek interesowało mnie jak to się dzieje, że ludzie popełniają tak destruktywne i agresywne zbrodnie jak na przykład Holocaust. Z drugiej strony, dorastałem w domu, w którym niezwykle ważna była troska o innych. Te dwie rzeczy wpłynęły na moją decyzję o psychologii.
VY: Jak to się stało, że ukończył Pan psychologię na Uniwersytecie Waterloo w Ontario w Kanadzie?
DM: Z Illinois przeniosłem się do Waterloo częściowo ze względu na fakt, że tam zaoferowano mi pracę. Waterloo było nową, obiecującą uczelnią. Dziekanem wydziału psychologii był Richard Walters, ten Richard Walters, który współpracował z Albertem Bandura. Był wspaniałym psychologiem i doświadczyłem zaszczytu współpracy z nim. Niestety, niedługo po moim przybyciu zmarł. Jednakże Waterloo okazało się wspaniałym miejscem, w którym spędziłem 33 lata, zanim nie przeszedłem na wcześniejszą emeryturę kilka lat temu.
VY: Czym teraz się Pan zajmuje?
DM: Gdy mieszka się w Ontario w Kanadzie i przechodzi się na emeryturę, to jedną z rzeczy, które się robi, jest wyjazd zimą na Florydę (razem z dużą częścią ludności kanadyjskiej). Czymś, co sprowadza mnie na Florydę poza pogodą, jest fakt, że zostałem przewodniczącym badań nad zwalczaniem przemocy i opieką nad ofiarami przemocy na Instytucie Mellisa, w Miami.
Powrót na górę

Trauma i nadzieja

VY: Może Pan opowiedzieć o Instytucie Melissa? Jak powstał? Czym się zajmuje? Skąd nazwa Melissa?
DM: Melissa to pewna młoda kobieta, która dorastała w Miami, ale wybierała się na Washington University w St. Louis. Wydarzyła się tragedia. Została potrącona przez samochód i zginęła. Gdy taka tragedia dotyka rodzinę, krewnych, przyjaciół, czy sąsiadów, to jednym sposobów walki z nią, jest transformacja bólu.

Nie da się ukoić go zupełnie, ale można próbować odnaleźć jakieś znaczenie tej tragedii. Odnaleźć coś dobrego w tak głębokiej stracie.

Jak Pan wie, jedną z moich specjalizacji jest badanie wpływu urazów psychicznych (co opisałem w książce Clinical Handbook of Treating Adults with PTSD). Przyjaciółka rodziców Melissy przeczytała tę książkę i zaczął uczęszczać na warsztaty. Doprowadziła do spotkania mojego z rodzicami Melissy, potem sprawy potoczyły się same - po jakimś czasie wraz z przyjaciółką Dr. Suzanne Keeley założyliśmy Instytut Imienia Melissy.
VY: Czym się zajmuje ten instytut?
DM: Instytut Melissa powstał, aby wypełnić lukę między badaniami naukowymi, a działaniami publicznymi, praktykami klinicznymi i edukacyjnymi. Instytut Melissa ma „użytkować sekrety psychologii” w próbie zmniejszania przemocy i pomaganiu w opiece roztaczanej nad jej ofiarami.

Nie jest to instytut świadczący konkretną usługę. Właściwie to są trzy typy usług. Pierwsza, to zapewnienie stypendiów dla studentów piszących prace magisterskie powiązane tematycznie z ograniczaniem przemocy i pomocą dla jej ofiar. Po drugie, zapewniamy szkolenia oraz edukacje w postaci warsztatów i konferencji. Co roku odbywa się Konferencja Majowa (za rok odbędzie się w Nowym Jorku ku uczczeniu ofiar z jedenastego września). Prowadzimy także szkolenia dla członków różnych warstw społecznych, również dla dzieci w wieku szkolnym (o zastraszaniu). Po trzecie i najważniejsze, Instytut zapewnia konsultacje różnym agencjom publicznym zajmującym się zapobieganiem przemocy. Dla mnie osobiście fascynująca jest współpraca z Biurem Burmistrza, Biurem Bezpieczeństwa Publicznego, Pełnomocnikiem ds. Dzielnicy, czy innymi agencjami rządowymi.

Przez około 30 latach badań i praktyki klinicznej walczyłem o to, żeby mieć jak największy wpływ. Jak mógłbym wykorzystać to, czego doświadczyłem, aby sprawić, żeby świat nie był pełen przemocy dla moich prawnuków? Jak więc Pan widzi, nie przeszedłem jeszcze całkowicie na emeryturę. Nie spędzam całego czasu na plaży.
VY: Za czym Pan tęskni ze scenerii akademickiej? Tęskni Pan w ogóle?
DM: Lato spędzam w Waterloo, tak więc utrzymuję kontakt z uniwersytetem. Tęsknie za kolegami i codziennymi badaniami z moimi studentami. Brakuje mi także mojej praktyki w klinice, gdyż teraz głównie spędzam czas będąc zaangażowanym w konsultacje z różnymi ludźmi ze środowiska klinicznego, z ośrodków psychiatrycznych, programów lokalnych, centrów opieki nad ludźmi z uszkodzeniami mózgu, czy z opóźnieniem w rozwoju. Wciąż jestem „obserwatorem ludzi”.
VY: Wspomniał Pan, że zajmuje się również pacjentami z urazami psychicznymi.
DM: Owszem, brałem udział w konsultacjach dotyczących traumatycznych przeżyć, takich jak atak bombowy na Oklahoma City, strzały w szkole w Kolumbii, a ostatnio następstw wydarzeń z jedenastego września. Obcowanie z tymi różnymi formami przemocy doprowadziło mnie do napisania książki „Treating Individuals with Anger-control Problems and Aggressive Behaviors”. To praktyczny przewodnik dla terapeutów zawierający wiedzę zdobytą przeze mnie jako dyrektora jako The Melissa Institute.
VY: Pańska praca wydaje się być zarówno satysfakcjonująca, jak i stymulująca intelektualnie, ale nie brzmi to, jakby Pan był na emeryturze.
DM: Jest satysfakcjonująca. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić ważniejszego dla mnie problemu niż ograniczanie przemocy.
Powrót na górę

Pragnienie pomagania innym

VY: Powróćmy do pańskiego pragnienia niesienia pomocy. Terapeuci często pomagają ludziom bazując na doświadczeniach z własnego życia. Czy Pan również ma poczucie, że Pańskie doświadczenia życiowe wpłynęły na Pana pracę?
DM: Kilka lat napisałem rozdział książki zatytułowany “A Personal Journey of a Psychotherapist and His Mother”. Zaczynam go od pewnej anegdoty, która być może będzie odpowiedzią na Pańskie pytanie. Moja matka, która mieszkała w Nowym Jorku, odwiedziła mnie w Kanadzie, tuż po tym, jak przeszedłem na wcześniejszą emeryturę. Musiałem ją o tym powiadomić. Była zdziwiona, gdy usłyszała tę nowinę. Potem zapytała: „Co ja mam powiedzieć przyjaciołom? Ja wciąż pracuję, a mój syn, profesor, jest na emeryturze!”

Teraz, gdy moja matka mnie odwiedza, zawsze ma mi do opowiedzenia jakąś historię. Moja matka jest w tym świetna, jednak opowiada je w szczególny sposób. Nie tylko opowiada o tym, co się wydarzyło w jej życiu, ale także opowiada o uczuciach przed, w trakcie i tuż po tym wydarzeniu. Co więcej, komentuje, które myśli określiłaby jako potrzebne, a które jako stresujące, do tego mówi, co mogłaby zrobić inaczej.
VY: Czego Pana to nauczyło?
DM: Zacząłem zdawać sobie sprawę, że forma terapii poznawczo-behawioralnej, nad którą pracowałem przez całe życie była w pewnym sensie sposobem na uzasadnienie mojego procesu socjalizacji. Jakby powiedziała moja mama, to co robię to „Terapia Nowego Jorku”. Staram się i uczę ludzi (schizofreników, nadpobudliwe dzieci, agresorów, osoby, które doświadczyły traumy) mówić do siebie w inny sposób, aby nadać inne znaczenie wydarzeniom w swoim życiu.
VY: Nie zdawałem sobie sprawy, że to Twoja Mama jest jedną z twórczyń Terapii Poznawczo-Behawioralnej.
DM: Wydaje mi się, że powinniśmy dzielić się zasługami z innymi. Mógłbym w sposób erudycyjny opowiedzieć o korzeniach CBT, zaczynając od Emanuela Kanta, przez Freuda, Dubois, Adlera, Kelly, Ellis’a, aż do Beck’a. Jednak lubię przyznawać, że to zasługa mojej mamy, która ostatnio zmarła na raka. Erudycyjnie opisane pochodzenie terapii zostało opisane w moich książkach.
VY: Wiem, że intelektualne korzenie Pańskiej inspiracji sięgają głęboko, ale to niezwykle odświeżające słychać, gdy nie mówi Pan żargonem akademickimi opowiada o osobistym odniesieniu się do pracy. Tego oczekuje się od klientów, umiejętności uczenia się z własnego życia, dlaczego więc nie wymagać tego od terapeutów. Powrót na górę

Paradygmaty w psychoterapii

DM: Zafascynował mnie sposób, w jaki pacjenci opowiadają tę samą historię sobie i innym ludziom i to, jak jej wydźwięk, znaczenie zmienia się w trakcie terapii.
VY: To brzmi tak, jakby te sposoby miały silny związek z konstrukcjami używanymi podczas narracji.
DM: Gdy przyjrzy się Pan rozwojowi terapii poznawczo-behawioralnej, odkryje Pan zmianę modeli używanych do wyjaśnienia natury i roli odgrywanej przez poznanie. W latach sześćdziesiątych i wczesnych siedemdziesiątych rozpatrywaliśmy poznanie wykorzystując teorię uczenia się.

Akty poznania widziane jako „zachowań ukryte”, podlegające prawom uczenia się, podobnie jak „zachowania jawne”. Teraz nie wierzę, że te prawa uczenia się, które wyjaśniają zachowania jawne, mogą dotyczyć aktów poznania. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych metafora komputerowa stała się wiodąca, a poznanie i jego akty rozpatrywano jako proces wymiany informacji. Koncepcje dekodowania, heurystyki mentalnej, tendencyjności cech, samospełniających się przepowiedni były wykorzystane do wyjaśnienia znaczenia myśli i uczuć w kreowaniu zachowań jawnych. Te dwa pierwsze poziomy były heurystycznie użyteczne, jako że wspomagały rozwój szkoleń samo-instruktażowych, szkoleń walki ze stresem, i przeróżnych procedur poznawczych. Ostatnio, gdy zyskała na ważności rola nadawania znaczenia wraz ze wszystkimi tego aspektami - rozwojowymi, społecznymi, kulturowymi, rozpocząłem badania nad perspektywą konstrukcyjno-narracyjną. Pisałem o wadze tych zmian w teorii w różnych miejscach, w tym w dwóch podręcznikach klinicznych.
VY: W ramach tych zmian w teorii, jest Pan jednym z niewielu pisarzy, którzy zajmują się leczeniem mieszanych zaburzeń depresyjno-lękowych, z którymi przecież tak często spotykamy się w praktyce klinicznej.W rzeczy samej, pokazał Pan w filmie szkoleniowym, w jaki sposób wykorzystać model CBT do leczenia tych zaburzeń. Co próbował Pan zilustrować przede wszystkim?
DM: Ten materiał szkoleniowy był ciekawym doświadczeniem dla mnie, ponieważ producenci chcieli, żebym pokazał krótkoterminowe (12 sesji) wykorzystanie CBT wobec pacjenta, który doświadcza zarówno stanów lękowych jak i depresji. Nie chodzi tylko o to, że chcieli, żeby 12 sesji zmieścić w jednogodzinnym filmie. Gdyby Pan miał zrobić taki jednogodzinny film, to co by Pan w nim umieścił?
Powrót na górę

Każdy ma swoją historię do opowiedzenia

VY: Czy mógłby Pan opowiedzieć więcej o naturze historii osobistych i ich zmianach w terapii?
DM: Gdy pracuje się z ludźmi będącymi ofiarami przemocy, którzy zostali zgwałceni, lub wykorzystani seksualnie, narażeni na przemoc ze strony bliskiego partnera, czy będącymi ofiarami jakiejkolwiek innej formy przemocy, szybko dostrzega się fakt, że ich znaczenie tego, co doświadczyli zmienia się w ciągu trwania terapii.
VY: Jak to?
DM: Jedną z rzeczy, która staje się widoczna, gdy się pracuje z ofiarami przemocy, jest fakt, że mają oni do wiele do wyrażenia. Wiemy również, że ludzie, którzy doświadczyli przemocy radzą sobie dużo lepiej dzieląc się z kimś swoją historią. Co więcej, jeżeli pracujesz z klientem przez dłuższy okres czasu, jak ja mam w zwyczaju, dostrzegasz, że istota ich historii z czasem się zmienia. Na początku terapii mogą postrzegać siebie samych, jako “ofiary”, “więźniowie przeszłości”, „splamione dobro”. Jest to jeszcze bardziej prawdopodobne, gdy doszło do aktów przemocy wielokrotnie. Na początku terapii czują się „niekochani i bezwartościowi”, a świat postrzegają jak niebezpieczny, swoją sytuację jako „beznadziejną”. Jak zauważył jeden z pacjentów „Moje życie to kłębek nieszczęścia, totalna osobista porażka.” Wiara w samych siebie i innych ludzi zostaje zrujnowana.
VY: Przypomina mi się piosenka Stinga: „Zostałem zrujnowany. Zostałem sam jeden, wyrzucony z wyścigu, ale poprawię się”. Gdy opisuje Pan uczucia pacjenta wyjawiane w ich historiach, uwidacznia to, jak ważne jest wsparcie terapeuty w trakcie terapii.
DM: Faktycznie jest bardzo istotne. Aby zapewnić poczucie wsparcia, terapeuta słucha współczując, z empatią i nie oceniając czynów klienta. Jedną z ciekawych rzeczy jest fakt, że współpracując z klientem, tworząc z nim bliską więź, sam zaczynasz dostrzegać zmiany w doświadczeniu traumy. Ale znacznie więcej zależy od tego, czy terapeuta potrafi zwrócić uwagę klienta na cechy opowieści, które zazwyczaj zostają przeoczone. Czego klienci dokonali, aby przetrwać maltretowanie? W skrócie, terapeuta pomaga pacjentowi dopowiedzieć „ukrytą resztę historii” i rozważa wpływ jego umiejętności, zasobów, dzięki którymi przetrwał na radzenie sobie w przyszłości. Terapeuta pomaga pacjentom zmienić pogląd na siebie, z “ofiary” na “osobę, która przetrwała”, a nawet „kogoś, kto na tym skorzystał”, jako że pacjenci często przyczyniają się do niesienia pomocy innym, zmieniając swój ból w coś dobrego. Terapeuta może użyć wielu umiejętności, oraz “sztuki zadawania pytań”, aby pomóc klientowi odkryć istotę procesu transformacji. „Osoba, która na tym korzysta”, to ktoś, kto wciąż pamięta, ale potrafi efektywnie wykorzystać swój ból. Pacjenci uczą się rozwijać własne poglądy, a nie podzielać poglądów swoich katów.
Powrót na górę

Trauma a możliwość zmiany

VY: Może Pan podać przykład takiego procesu?
DM: Weźmy na przykład rodziców Melissy. Ich córka była ofiarą bezsensownego, brutalnego mordu. Ból emocjonalny i poczucie straty, którego doświadczyli nie zostały ukojone, podobnie jak u osób, które przetrwały wydarzenia z jedenastego września. Pytaniem do pacjenta jest, w jaki sposób mogą odnaleźć odwagę i zmienić ból w coś dobrego. Jak piszę podczas moich szczegółowych rozważań w książce PTSD, często wskazuję klientom kierunek „nie zapominaj”. Zapomnienie byłoby wyrazem braku szacunku dla pamięci o umarłym. Zamiast tego użyjmy pamięci o umarłym, aby dokonywać zmian! To właśnie cel terapii. W przypadku Melissy, jej rodzice pomogli założyć instytut jej imienia. W ten sposób może uda się ocalić od śmierci jakąś inną Melissę, albo sprawić, że nie będzie umierać w bólu. Pacjenci nie potrzebują Instytutu, który by uzdrawiał. Ich Instytut ma za zadanie „odnajdować właściwe znaczenie”. Ta budująca perspektywa narracyjna, której jestem zwolennikiem nie jest unikalna w terapii poznawczo-behawioralnej. Wielu terapeutów psychodynamicznych, takich jak Schafer i Spence byli zwolennikami perspektywy narracyjnej, tak samo jako psycholog rozwojowy Jerome Bruner.
VY: Jak ma się Pańska idea narracyjnych konstruktów do narracyjnych form terapii Michael’a White’a i David’a Epston’a?
DM: Myślę, że częściowo się pokrywają w ramach teorii, jednak jest między nimi różnica dotycząca specyficznych interwencji. Mój udział w poznawczo-behawioralnych interwencjach podkreśla rolę zmiany zachowań, wartość niesienia pomocy w zmianie istoty „opowieści” pacjentów opowiadanych przez nich - im samym, jak i innym - jako rezultat ich osobistych eksperymentów. Jako terapeuta poznawczo-behawioralny uważam, że ważną rolę odgrywaj trening umiejętności oraz praca nad zapobieganiem nawrotom. Stąd też, główny obszar oddziaływania w terapii ogranicza się tylko do zmiany podejścia pacjenta, jego myślenia. Terapeuta musi również aktywnie poszukiwał obszarów, w których wymagana jest praca terapeutyczna, szczególnie w przypadku zaburzeń mieszanych. Ponieważ PTSD często towarzyszą lęki, depresje, uzależnienia oraz nieradzenie sobie ze złością, konieczne jest, aby terapeuta również zajmował się tymi kwestiami.
VY: Wspomina Pan o gniewie, wiem że spędził Pan sporo czasu badając zjawisko gniewu, czego wynikiem jest książka - Clinical Handbook in Anger Control.
DM: W wielu przypadkach, w których konsultuję pacjentów (dzieci, młodzież, osoby dorosłe), którzy mieli styczność z przemocą (do 50%) - cechuje ich rozregulowanie emocjonalne, gdzie dużą rolę odgrywa gniew, złość. Często różne osoby dzwonią do mnie, aby pomógł nakierować terapeutów, w jaki sposób mają pomagać potencjalnie agresywnym klientom. Ta książka zawiera praktyczne przykłady oceny i podejścia do takich właśnie pacjentów.
Powrót na górę

Skuteczność terapeutyczna

VY: Jaką wiedzę Pan zdobył na temat tego, co jest skuteczne w terapii podczas swoich badań i analizy innych prac badawczych?
DM: Ogólnie mówiąc są trzy rzeczy, które charakteryzują ekspertów. Bardzo duża wiedza, zorganizowana w wydajny i przystępny sposób. Mają szeroką wiedzę - orzekającą („wiedzą co”), strategiczną („wiedzą jak”), oraz warunkową („wiedzą czy” - związki). Po drugie, używają tej wiedzy w sposób dopasowany do strategii. Po trzecie rozwija ich praktyka - praktyka polegająca na osiąganiu wyznaczonych celów. W rzeczy samej, aby zostać ekspertem, skutecznym terapeutą, trzeba praktykować co najmniej kilka lat. Jedną z interesujących rzeczy, które nasuwają się po zapoznaniu z literaturą na temat poziomu biegłości: niezależnie czy badasz szachistów, czy szefów kuchni - nie staniesz się ekspertem dopóty, dopóki nie praktykujesz przynajmniej kilka lat. Dlaczego ma to tak długo trwać? Albo dla niektórych „tak krótko”? Tak więc, dobry terapeuta - ekspert, zna wiele schematów, strategii… Ma je doskonale utrwalone. I ciągle pracuje w zawodzie.
VY: Chyba wiem już, jakie cechy musi posiadać terapeuta-ekspert, ale czym według Pana charakteryzuje się ich praca? Co takiego robią podczas sesji?
DM: Niech wyliczę, co moje badania pokazały na temat podstawowych zadań terapii. Omawiam je dokładniej w „Anger-Control Handbook”. Po pierwsze „terapeuta-ekspert” potrzebuje ustanowić i rozwijać silny terapeutyczny sojusz. Po drugie, powinien być zaznajomiony ze wszystkimi formami terapii, przynajmniej w pewnym stopniu. Powinien również edukować klienta. Nie mam tu na myśli dawania instrukcji dydaktycznych, a raczej interakcje sokratejskie. Jest niezliczona ilość sposobów, w jakie terapeuta może zaangażować się w proces edukacyjny podczas leczenia. Wśród nich jest „sztuka zadawania pytań”, nauka samo-obserwacji pacjenta, filmy instruktażowe, użycie przypowieści, etc. Kolejnym podstawowym zadania terapii jest dawanie klientowi nadziei, uczenie go i zapewnienie prawdopodobieństwa tego, że zmiany będą stałe. Załączyłem w „Anger-Control Handbook” listę rzeczy pomocnych do zwiększenia prawdopodobieństwa utrwalenia zmian, podobnie jak sposobów na przeciwdziałanie nawrotom i sprawienie, aby klient sobie przypisywał zasługę zachodzenia zmian. Terapeuta potrzebuje zapewnić, że pacjent nie tylko posiądzie umiejętności intra- i interpersonalne, ale także, że będzie je umiał stosować w życiu codziennym. Pacjenci potrzebują także widzieć związek między ich trudem w proces zmiany a pozytywnymi tego konsekwencjami. Co więcej, przy wysokim prawdopodobieństwie, że pacjent ponownie będzie doświadczał swoich dolegliwości i przy epizodycznej naturze pewnych zaburzeń, należy pomóc w rozwinięciu umiejętności zapobiegania nawrotom. Terapeuta-ekspert realizuje te założenia w sposób kreatywny i konsekwentny.
VY: Czy istnieją dodatkowe zadania, które trzeba brać pod uwagę przy pracy z ofiarami przemocy?
DM: Jeżeli pacjent cierpi z powodu traumy, to istnieje kilka dodatkowych kwestii, które trzeba wziąć pod uwagę.Wśród nich znajduje się zapewnienie bezpieczeństwa oraz uwzględnienie symptomów PTSD w procesie leczenia. Ważne jest także, aby pomóc pacjentowi wyrażać jego historię i poddać pod rozwagę nie tylko to, czego doświadczył, ale także wpływ tych doświadczeń na wnioski, które formułuje na temat siebie i innych.
VY: Czy te same zadania można stosować w innych przypadkach, nie dotyczących cierpiących na PTSD?
DM: Oczywiście. Na przykład w ostatniej książce “Handbook on Treating Individuals with Anger-Controls Problems” omawiam różne sposoby zawiązywania sojuszu terapeutycznego z osobami agresywnymi i brutalnymi, które mogą być sprawcami. Trzeba zrozumieć ich „schemat myślenia”. Trzeba także edukować klientów o różnicy pomiędzy agresją, a złością. Przy użyciu wspólnego wyznaczania celów, terapeuta jest w stanie dać pacjentowi nadzieję. Należy nauczyć technik interpersonalnych oraz technik służących samoregulacji, aby podjąć kroki niezbędne do utrwalenia tych zmian i ich generalizacji. Wyliczam tam różne umiejętności, których można nauczać: relaksacji, technik radzenia sobie, technik zapobiegawczych itp.W tej książce zamieściłem także listę celów, tak by terapeuci mogli ocenić, czy w sposób prawidłowy wypełniają zadania terapeutyczne. Co więcej, od kiedy część ludzi zaczęła brutalnie zachowywać się wobec siebie samych, istnieje potrzeba odnalezienia wpływu doświadczeń traumatycznych na te obszary oraz na ich system wierzeń i wartości.
Powrót na górę

Droga dr Meichenbauma

VY: Myśli Pan, że jest teraz lepszym terapeutą niż 20 lat temu?
DM: Chciałbym móc tak myśleć. Pamiętajmy, że zajmuje to wiele lat, aby stać się „ekspertem” w jakiejkolwiek dziedzinie.
VY: W jakim sensie jest Pan lepszym terapeutą?
DM: Zanim odpowiem… Żałuję, że nie mam bezpośrednich dowodów na to, że moje wyniki teraz są lepsze, niż gdy zaczynałem. Dane porównawcze dotyczące poziomu doświadczenia terapeuty i wyników leczenia dałyby możliwość na wyciągnięcie interesujących wniosków. Z drugiej strony, jestem przekonany, że dziś pacjenci są dużo bardziej zestresowani niż 20 lat temu. Mają też mniej zasobów wewnętrznych i wsparcia w środowisku. Jeżeli chodzi o jakieś zmiany w moim podejściu do pacjenta to wierzę, że stałem się bardziej stanowczy. Skupiam się teraz bardziej na tym, czego pacjent był w stanie dokonać w swoim życiu mimo traum i czynników stresujących i tego jak pacjenci mogą wykorzystać swoje zasoby i umiejętności, aby zaspokoić obecne potrzeby.

Nauczyłem się doceniać współpracujących pacjentów, którzy są krok przede mną, dając sobie porady zamiast mnie. Napisałem książkę (z Dennisem Turkiem) „Facilitating Treatment Adherence”, która przekonała mnie, że terapeuta-ekspert musi przewidywać przypadki takie, w których zaistnieje bariera na zgeneralizowanie efektów terapeutycznych na życia klienta. Terapeuta nie może „szkolić i wierzyć” w generalizację zmian, ale musi te przemiany zaszczepiać w życie klienta.
VY: Widzę, że wiele rzeczy zmieniło się w Pańskiej pracy. Co nie uległo zmianom?
DM: Pozostała chęć niesienia pomocy i szacunek dla pacjentów. Zawsze czułem się zobowiązany do integrowania podejścia opartego na dowodach empirycznych z podejściem pełnym współczucia i wrażliwości. Zawsze wierzyłem w możliwości człowieka oraz w możliwość zmiany dzięki psychologii. Moje zaangażowanie w Melissa Institute daje mi możliwość realizacji tego marzenia. Dla przykładu, Instytut Mellisa zorganizował ostatnio konferencję na temat różnorodności etnicznej i jej wpływu na leczenie i ocenę stanu pacjenta. Stałem się bardzo wyczulony na ten problem, gdy nauczałem na University of Hawaii. Terapeuta-ekspert musi być wrażliwy na wpływ kulturowy na prowadzenie i leczenie pacjenta. Dla przykładu, badania dowodzą, że depresja w różnych kulturach wygląda inaczej – tego nauczyłem się na Hawajach. Kolejny przykład – ocena ryzyka i podejmowane środki ochronne wśród nieletnich przestępców w Miami Juvenile Assessment Center zmienia się w zależności od wieku i pochodzenia. Wierzę, że najważniejsze jest rozwinięcie doceniania wagi kultury i ciągle pytanie o to, co czyni człowieka terapeutą-ekspertem.
VY: Jestem naprawdę pod wrażeniem mnogości obszarów Pańskiej pracy. Żeby szerzej to ująć, zajmę jeszcze chwilkę. Prowadzi Pan szeroko zakrojone badania dotyczące osób, które doświadczyły traumy, uszkodzeń głowy, klientów somatycznych i psychiatrycznych. To Pan rozpoczął badania nad podejściem poznawczo-behawioralnym w obszarze edukacji radzenia sobie ze stresem i innych szkoleń. Obecnie jest Pan w połowie drogi ku przeformułowaniu terapii poznawczej w perspektywie narracyjnej. Zawodowo, rozszerzył Pan obszar swoich wpływów na politykę publiczną, kliniczną oraz na praktyki edukacyjne. Być może i przeszedł Pan na emeryturę, ale Pańska pasja i ciekawość wydają się być wciąż żywe.
DM: Poczucie potrzeby dążenia do prawy i pragnienie niesienia pomocy, są tym co zmotywowało mnie do pracy w latach sześćdziesiątych i tym, co wciąż jest żywe w roku 2002. Potrzeba pracy jest nawet jeszcze pilniejsza.
VY: Rozmowa z Panem była dla mnie przyjemnością, dziękuje, że podzielił się Pan swoimi przemyśleniami z czytelnikami.
DM: Również bardzo dziękuję.

Copyright © 2002 Psychotherapy.net. All rights reserved. Published April 2002.
O autorach
Opinie
Donald MeichenbaumDonald Meichenbaum, PhD  emerytowany profesor Psychologii Klinicznej na University of Waterloo, i założyciel-członek The Melissa Institute for Violence Prevention and Treatment. Wyróżniony zaszczytem ogłoszenia go "jednym z dziesięciu najbardziej wpływowych psychoterapeutów  tego wieku" (przez American Psychologist), jak i bycia najczęściej cytowanym i parafrazowanym psychologiem na Canadian University.
Victor Yalom, PhD is the founder, president and resident cartoonist of Psychotherapy.net. He also maintains a part-time practice in individual, group and couples therapy in San Francisco and Mill Valley. He has conducted workshops in existential-humanistic and group therapy in the US, Mexico, and China, and also leads ongoing consultation group for therapists.

Napisz swoją opinię:


Twoje imię :